NOC ŚWIĘTOJAŃSKA W GLIWICACH
Relacja Aneirina

Wspaniały pomysł mieli organizatorzy tegorocznego festynu świętojańskiego w Gliwicach. W końcu letnie przesilenie było też świętem celtyckim. Znany w Polsce i za granicą zespół Carrantuohill zaprosił nas, byśmy swoimi osobami doceltowili imprezę. A działo się tam dużo i ciekawie. Zaraz po przybyciu do Gliwic spotkaliśmy się z Saoirse [albowiem Gliwiczanką jest i basta!], która tego dnia wyjeżdżała do dalekiej Norwegii i nie mogła być z nami na imprezie. Na przytulnym gliwickim rynku wychyliliśmy po szklaneczce za zdrowie koleżanki, pogadaliśmy chwilkę, po czym śmignęliśmy po szczecińską część Celtiki na dworzec, a już w komplecie na Plac Krakowski, gdzie trwały przygotowania do imprezy.

Po krótkich powitaniach przebraliśmy się i zaczęliśmy rozstawiać nasze "obozowisko". Jeszcze w trakcie prac przygotowawczych zaczęli nadciągać pierwsi ludzie i... zaczęło się. Przedmioty konwersacyjne były już rozłożone, warsztat tkacki też, więc Faerienn przypięła się do niego z kolejną krajką. Layesse obstawiła się ziołami, Diarmuid uzbroił się w cierpliwość, otoczony tłumem chcącym zobaczyć, dotknąć, machnąć mieczem. Arden dwoiła się i troiła, wróżąc z różdżek oghamicznych. Vidrobellinus grał w Gwyddbwylla, opowiadał o ozdobach i polowaniach, a obok - piszący te słowa nawijał o przedmiotach ze skóry, o samych skórach, o rogach i krzesiwie. Na palenisku piekły się ciasteczka owsiane i cały czas trwało oblężenie twierdzy Celtica przez Gliwiczan.

Celtica była w swoim żywiole, celtując na całego, a na scenie królowali Carrantuohill i Reelandia, jedni lali muzyczny miód na nasze uszy, drudzy po pokazach tańca przeprowadzili krótkie warsztaty taneczne. Grali również goście z Węgier, czyli folkowy zespół Dobogókö oraz Ukrainy - Haydamaky, czyli zespół grający muzykę "etniczną" zarówno ze swoich stron, jak i reszty świata. Całość splatał w jednolitą całość Jarosław Elek Florczak - wesoły hobbit, który dbał o to by publiczność nie miała chwili wytchnienia nawet w tych momentach, gdy scena na chwilkę milkła. Tu też Celtica miała kolejny chrzest bojowy, gdyż trójka Celtów wyruszyła na scenę, by się bardziej publicznie pokazać. Pokaz poprzedziła panika i łapanka, co zaowocowało trzema stremowanymi osobami na scenie. Jak wypadło? Nie wiadomo, bo nikt z pozostałych Celtów nie przedarł się przez okrążenie Gliwiczan by cokolwiek zobaczyć, posłuchać czy ocenić. Publiczność nie rzucała pomidorami [może nie było w okolicy warzywnego], a organizatorzy też nie okazywali jawnej wrogości, więc chyba było nieźle.

Po zmierzchu Teatr "A" "Exultet" pokazał premierę plenerowego spektaklu inspirowanego "fire show", opowiadającego legendę o poszukiwaniu przez śmiałka Ognistego Ptaka. Całość zakończył bajeczny pokaz sztucznych ogni.

Jeszcze dobrą chwilę po ogniach byliśmy zajęci ostatnimi gośćmi imprezy, którzy przy umownym świetle latarni ulicznej oddalonej o kilkadziesiąt metrów rozgrywali partię Gwyddbwylla, oglądali wyroby tkackie i skórzane. Około północy nastał upragniony koniec. Nasze głosy odeszły w zapomnienie, na ich miejsce przyszła chrypa, nasza wierna towarzyszka przychodząca zawsze z odejściem ostatnich zwiedzaczy. A potem... potem to były wodotryski i cuda na kiju, czyli nocleg w hotelu Diament. Byliśmy tak zmęczeni, że po wypiciu tradycyjnego poimprezowego piwa wszyscy niemal natychmiast zasnęli. Mimo braku pofestynowej zabawy we własnym gronie, na którą zwyczajnie nie mieliśmy sił, uważamy, że było wspaniale i mamy nadzieję, że zespół Carrantouhill zechce nas jeszcze gdzieś ze sobą zabrać.

P.S. Serdeczne podziękowania za zaproszenie na Noc Świętojańską w Gliwicach na ręce Bogdana Wity z zespołu Carrantuohill składa zarząd Celtiki w imieniu wszystkich jej członków :)

Zapraszamy do galerii.

[Powrót]