DYMARKI ŚWIĘTOKRZYSKIE W ROZMIARZE XL*
autor: Vidrobellinus

W tym roku Dymarki Świętokrzyskie w Nowej Słupii obchodziły bardzo zacną, 40. rocznicę swojej działalności. Z tej okazji Stowarzyszenie Celtica również dołożyło wszelkich starań, by się zacnie zaprezentować.

Spora część drużyny przybyła już w przeddzień i wzięła udział w pracach inżynieryjno-budowlanych, uzdatniających teren dla wystawców oraz zwiedzających. (Piszący te słowa nie dojechał na czas, gdyż kilka godzin w życiorysie pożarła mu czarna dziura zwana "Długoweekendowym Korkiem Drogowym"). Praca, nocne odtwórców rozmowy i powitania kolejnych, dojeżdżających uczestników Dymarek przeciągnęły się do póŸnych godzin... porannych. Szybkie śniadanko, rozstawienie sprzętu i już nas wciągnął wir dymarkowych wydarzeń.

Pierwszą wartę przy bramie objął Diarmuid, wkrótce wsparty przez Aneirina. Marsowy (tłum. celtyckie: teutatesowy) wygląd uzbrojonych wojowników onieśmielał nieco zwiedzających, przez co niektórzy z nich woleli wchodzić innym wejściem. Ale i tak większość z nich prędzej czy później odnajdywała ścieżkę do naszej chatki. Tam zioła na wszelakie dolegliwości prezentowała Layesse, wspierana dzielnie przez najmłodszą z Celtek - Nat. Ta ostatnia była wyjątkowo trudno uchwytna, gdyż starała się nauczyć wszystkiego naraz, stąd można ją było zobaczyć jak jednocześnie zagania kozy do zagrody, trenuje taniec z ogniem, uczy się fechtunku, przymierza biżuterię, itd. Faerienn mocno zajęta zszywaniem kolejnej tuniki, oddawała z ulgą głos Branwynn, by ta opowiadała o kobiecych pracach, sprzętach i zwyczajach. Goban tłukł młotkiem w klepadło, formując z miedzi, mosiądzu i srebra coraz to nowe wisiorki, bransolety i pierścienie. Teyrnon rozgrywał z kolejnymi chętnymi partie młynka lub gwydbwylla, w wolnych chwilach dopieszczając drzewce swojej nowej włóczni. Vidrobellinus zaś czuwał, by miotające oszczepem, bądź potykające się na drewniane mieczyki małe woje nie zrobiły sobie (bądź komu innemu) krzywdy, ciągnąc przy tym bez ustanku gawędę o celtyckiej broni i sposobach wojowania.

Tak nam dwa dni upłynęły na naprawianiu i szykowaniu broni, farbowaniu wełny, wytwarzaniu drobnych przedmiotów (często akurat niezbędnych, np. łyżek),... Odbyły się również terenowe testy Samobieżnej Galowej (nie mylić z galijską) Tarczy Wodzowej. Testy, należy nieskromnie dodać, zakończone absolutnie pełnym sukcesem, co zgodnie potwierdzają wszyscy użytkownicy-oblatywacze.

Wszystkie te miłe zajęcia porzucaliśmy jednak w chwilach podniosłych i uroczystych, by wziąć udział a to w ceremonii zaślubin, a to w obrzędzie inicjacji młodego wojownika, tudzież by w Kręgu Wojów z bratnią germańską drużyną zasiąść i o wojennej potrzebie radzić. A od walki z Rzymianami nikt się nie uchylał, każdy ile miał serca, dzielności, uzbrojenia i siły - tyle z siebie dawał.

W miarę możliwości staraliśmy się uatrakcyjnić inscenizacje nowymi, autorskimi elementami, najczęściej improwizowanymi na bieżąco. Stąd wziął się np. magiczno-wróżebny taniec Branwyn na mieczach, lub rytuał zawierania sojuszu między plemionami. Na ile były to pokazy interesujące... niech już ocenią sami widzowie.

Nie należy jednak zapominać o najważniejszym punkcie programu, czyli eksperymentalnych próbach wytopu żelaza w piecach dymarskich pod merytorycznym nadzorem naukowców ze Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego. Ponieważ były to jubileuszowe Dymarki, organizatorzy wręczyli pamiątkowe statuetki dla osób i instytucji wspierających przez cztery dekady te niebanalną imprezę. Wśród wielu wyróżnionych poczesne miejsce zajmuje profesor Kazimierz Bielenin, zgłębiający tajemnice starożytnego hutnictwa w Górach Świętokrzyskich już od ponad 40 lat właśnie.

Inne imprezowe atrakcje to kiermasz ludowego rękodzieła oraz koncerty muzyki folkowej. Przy Gminnym Centrum Informacji Turystycznej w Nowej Słupii otwarto też ciekawą galerię zdjęć z kolejnych, historycznych już, edycji Świętokrzyskich Dymarek.


* *XL - w ten to dziwaczny sposób Rzymianie zapisują liczbę 40 (przyp. autora)

[Powrót]