PRACE ROZWOJOWE W ARCHEOPARKU
autor: Faerienn
W ostatni weekend kwietnia krakowski oddział Celtiki wziął udział w pracach rozwojowych w starachowickim archeoparku. Pracy było wiele - w planach mieliśmy wyburzenie starego pierca garncarskiego i budowę nowego, postawienie kuchni rzymskiej, przeniesienie starych mielerzy na polankę i ogólne prace porządkowe.
Sobota przywitała nas słońcem i ciepłem. Po szybkim śniadaniu od razu wzięliśmy się do roboty, kierowani telefonicznie przez Andrzeja Przychodniego na właściwe pozycje robocze. W ramach rozgrzewki przystąpiliśmy do burzenia starego pieca garncarskiego ? niszczenie zwykle niesie z sobą pewien powiew świeżości i przypływ sił. Uwinęliśmy się z pracami w pół godziny i zadowoleni patrzyliśmy na ruinę, której staliśmy się sprawcami.
Po przybyciu naszego "kierownika" zostaliśmy rozdzieleni do dalszej części prac. Dziewczyny zajęły się budową kuchni rzymskiej, panowie przystąpili do odbudowywania pieca według ulepszonej konstrukcji. Łukasz, któremu udało się do nas dołączyć, okazał się najlepszym dostawcą i spędził cały dzień, biegając z taczkami pełnymi ziemi i gliny, z wiadrami wody, cegłami i wszystkim, co tylko było potrzebne. Głównie dzięki niemu prace posuwały się tak sprawnie. Kolejne warstwy kuchni przyrastały w oczach, podobnie jak ścianki pieca garncarskiego. Późnym popołudniem zakończyłyśmy tynkowanie kuchni rzadką ziemią, a panowie finiszowali z konstrukcją rusztu pieca.
Niedziela okazała się niesamowicie zimnym dniem, mimo słońca, które świeciło przez cały dzień, dlatego bardzo szybko wzięliśmy się do pracy, która pozwoliła nam się rozgrzać. Dokończyliśmy prace przy kuchni, piec został wzniesiony na wysokość, która była w stanie utrzymać się do wyschnięcia glinianej zaprawy i rzuciliśmy się do przenoszenia mielerza. Kilkanaście kursów z drewnem przez pół archeoparku szybko wybiło nam z głowy jakiekolwiek uczucie zimna. Prace skończyliśmy wczesnym popołudniem - musieliśmy na określoną porę wrócić do Krakowa.
Udało się zrealizować prawie cały plan, czasu nie starczyło tylko na przeniesienie jednego mielerza, więc jesteśmy względnie zadowoleni ze swoich dokonań. Jeśli uda się powtórzyć wyjazdy, jest nadzieja na poważną rozbudowę barbarzyńskiej wioski - sił i chęci na pewno nam nie zabraknie.
Zapraszamy do galerii.
[Powrót]